Ta historia składać się będzie prawdopodobnie z dwóch części (no, chyba, że wymyślę coś jeszcze). Po raz pierwszy pisałam coś o związkach męsko-męskich, więc na razie nie jestem jeszcze zbyt zadowolona z efektu. Ale może wkrótce nabiorę wprawy :)
Ale nie ma sensu pisać więcej, zapraszam do czytania :)
Część 1
Lekcje miały
zakończyć się za pięć minut – chłopak już nie mógł się
doczekać.
Jungkook siedział
na ławce przed szkołą i trzymał w dłoniach szkicownik i ołówek.
Nie potrafił się jednak skupić na rysunku, bo cały czas myślał
o osobie, która zaraz miała opuścić budynek ich szkoły.
Wreszcie usłyszał
upragniony dzwonek. Gdy uczniowie zaczęli wychodzić na zewnątrz,
nadal udawał, że rysuje. Tak naprawdę jednak tylko bazgrał po
czystej kartce i wpatrywał się w nią, śledząc jednocześnie
ludzi, którzy przechodzili tuż obok.
Wreszcie go
zobaczył. Jin szedł w towarzystwie swoich kolegów – Sugi i
J-Hopa. Nie zdziwił się, bo był to często spotykany widok. Ta
trójka zawsze trzymała się razem, razem też wracali ze szkoły.
Jungkook czekał, aż odejdą trochę dalej. Miał zamiar iść za
nimi aż do domu. Robił to już wielokrotnie, bo mógł wtedy
obserwować swojego hyunga.
Jin wraz ze swoją
paczką byli już dostatecznie daleko, by Kookie mógł zacząć ich
śledzić. Właśnie spakował szkicownik do plecaka i już miał
wstawać, kiedy ktoś klepnął go, dosyć mocno, w plecy.
- Hej Kookie! Co
ty tu jeszcze robisz? Nie powinieneś być już w domu? - zapytał
jak zawsze radosny Jimin. Był z nim także Taehyung, który
przywitał się z Junkgkookiem, ale zaraz znowu pobiegł do szkoły.
Widocznie znowu czegoś zapomniał.
- Eee... tak... -
jąkał się. Lekcje jego klasy skończyły się już dwie godziny
temu i rzeczywiście, powinien być już dawno w domu. W porównaniu
do dwójki swoich przyjaciół nie należał do drużyny baseballa
ani do żadnego innego klubu. Nie
powiem mu przecież, że czekałem na hyunga, bo mnie wyśmieje,
pomyślał i wymyślił odpowiedź na poczekaniu. - Zostałem dłużej,
żeby rysować - powiedział aż zbyt poważnie. Nie wiedział, czy
zabrzmiało to wiarygodnie, dlatego serce prawie podeszło mu do
gardła, kiedy Jimin uśmiechnął się do niego.
-
Aha, ok – Jungkook odetchnął z ulgą widząc, że jednak niczego
się nie domyślił. - Pokaż co narysowałeś! To praca na konkurs?
Kookie, bierzesz w nim udział? - wypalił zaraz podekscytowany.
Jungkook
wyciągnął szkicownik z torby i otwarł go na pierwszej stronie.
Nie mógł pokazać mu swojego najnowszego dzieła z wiadomych
przyczyn, dlatego dał mu do obejrzenia swoje stare prace. Całe
szczęście, chłopak nie widział ich wcześniej.
-
To nie na konkurs, nie mam zamiaru ich wysyłać – uprzedził
przyjaciela.
-
Jak to? Powinieneś, są świetne!
-
Nie – zaprzeczył stanowczo. - To tylko moje hobby. Po prostu lubię
rysować. Nie chcę, żeby inni je oglądali i oceniali.
-
Popełniasz okropny błąd! Ja, Park Jimin ci to mówię. Ale jak tam
chcesz. To ty będziesz tego żałować – poklepał go po ramieniu.
- To co? Wracamy do domu? Kookie, co masz dzisiaj na obiad?
-
Eee... nie wiem.
-
Jak to nie wiesz? Wygląda na to, że chyba muszę wpaść do ciebie
i to sprawdzić – powiedział z całą powagą, na jaką stać było
Jimina. Wyglądało to naprawdę zabawnie. Jungkook nie miał siły
mu odmówić.
-
Poczekajmy tylko na Tae. Tak w ogóle, gdzie on się podział?
Jimin
był częstym gościem w domu Jungkooka. Jego rodzice wyjeżdżali na
spotkania za granicą i zdarzało się, że nie było ich ponad
miesiąc. Zostawał wtedy w domu ze swoim starszym bratem, który z
kolei rzadko był w nim obecny. Jimin nie potrafił gotować, dlatego
gdy miał okazję, wpraszał się do swoich kolegów na obiad. Oni
nie mieli mu tego za złe, wprost przeciwnie, często sami go
zapraszali.
Tym
razem chłopak został u Jungkooka dosyć krótko, bo gdy jego
telefon zadzwonił, okazało się, że brat wzywa go do domu. Jimin
pobiegł tam w mgnieniu oka, by dla własnego bezpieczeństwa nie
dawać mu zbyt długo czekać.
Jungkook
wieczorem rozmyślał o Seokjinie. Trochę żałował, że koledzy
przeszkodzili mu po południu.
Tak
naprawdę nie wiedział, dlaczego tak bardzo lubi starszego chłopaka.
Pamiętał tylko, że gdy pierwszego dnia szkoły zobaczył go na
korytarzu, jego serce zaczęło bić szybciej. Nie potrafił oderwać
od niego oczu i stał jak wryty dopóki nie stracił go z pola
widzenia. To był moment, który zapisał się na dobre w jego
pamięci. Od tamtej pory wciąż go obserwował. Zaczął nawet
częściej zaglądać do biblioteki, bo wiedział, że Kim Seokjin
prawie codziennie tam przesiadywał. Jungkook brał wtedy byle jaką
książkę i siadał z nią przy stoliku, by móc obserwować jak
tamten czyta. Choć może i było to dziwne, chłopak czuł się
wtedy szczęśliwy.
Następnego
dnia w szkole Jungkook starał się nie myśleć o Jinie i próbował
skupić się na sprawdzianie z matematyki. Choć po rozdaniu arkuszy
początkowo nie miał żadnej nadziei, niespodziewanie poszło mu
bardzo dobrze. Może przynajmniej tym razem nie będzie musiał
tłumaczyć się rodzicom z kolejnej złej oceny. Szkoda, że jego
przyjaciel nie miał tyle szczęścia.
-
Dlaczego to musi być takie trudne? - jęczał Jimin. - Tym razem
uczyłem się całą noc!
-
Może to przez to. Przegrzałeś mózg – zażartował Kookie.
-
Bardzo śmieszne – żachnął Jimin. Rozchmurzył się jednak, gdy
dołączył do nich Taehyung. - V, a jak tobie poszło? - zapytał z
nadzieją w głosie.
-
Sprawdzian?
-
Tak, sprawdzian. O to pytam.
-
Dobrze, a co chodzi? - zapytał, jakby wyczuwał podstęp.
-
Niee... - załamał się. - Nawet ty przeciwko mnie?
Tak
też kolejne przerwy minęły Kookiemu na wysłuchiwaniu lamentów
Jimina. Nawet nie próbował pocieszać przyjaciela, bo wiedział, że
to i tak nic by nie dało. Wiedział też, że Jimin ponarzeka sobie
trochę i w końcu da mu spokój.
Gdy
lekcje się skończyły, V i Jimin poszli na trening. W przyszłym
tygodniu mieli ważny mecz, także ostatnio trenowali prawie
codziennie.
Jungkook
wracał więc do domu sam. Tym razem nie czekał na Seokjina, bo
dowiedział się, że jego klasa skończyła wcześniej i pewnie był
on już w domu.
Szedł
tą samą drogą co zwykle. Minął boisko i skierował się w stronę
parku. Następnie przeszedł przez skrzyżowanie i znalazł się koło
dużego hipermarketu. Wstąpił do niego na chwilę, by kupić sobie
coś chłodnego do picia. Gdy wyszedł, zobaczył na zewnątrz grupkę
chłopaków. Widać było, że są od niego starsi, ale mieli na
sobie ten sam mundurek co on. Muszą być z mojej szkoły,
pomyślał. Nie zawracałby sobie nimi więcej głowy, gdyby nie
zaczepili go, gdy był już parę kroków od nich.
-
Hej, ty! - krzyknął jeden z nich. Jungkook szedł dalej tym samym
tempem, udając, że nie usłyszał.
-
Ej, młody. Stój! - Tym razem zabrzmiało to na tyle groźnie, że
momentalnie zatrzymał się i odwrócił w ich stronę.
-
Patrzcie jaki śliczny chłopczyk chodzi do naszej szkoły! -
powiedział ten, który zaczepił go wcześniej. Gdy Jungkook
przyjrzał się im teraz, stwierdził, że kojarzy kilku z nich z
widzenia, choć nie zna ich imion. - Jak się nazywasz? - spytał,
uśmiechając się szyderczo.
-
Jeon Jungkook – odpowiedział grzecznie, nie chcąc ich denerwować.
Kiedy tamci zaczęli coś szeptać między sobą, poczuł jak
blednie. Bał się, że może się to dla niego źle skończyć.
Ku
jego zaskoczeniu wydawało się, że ma być inaczej.
-
Jungkook, tak? Chcesz iść z nami zagrać w kosza?
Chłopak
nie bardzo wiedział jak ma zareagować na to pytanie, ale za nic w
świecie nie chciał z nimi nigdzie iść. Czuł, że nie mają
dobrych zamiarów.
-
P-przepraszam, a-ale ś-śpieszę się do domu – wyjąkał,
przerażony czekając na to co miało nastąpić.
-
No wiesz... odmawiać starszemu, gdy tak ładnie prosi! - zdenerwował
się jeden.
-
Tak nie wypada – krzyknął z oburzeniem ktoś inny.
-
Patrzcie na niego! Nie zemdlej nam tu zaraz – zadrwił.
-
Cisza! - krzyknął ten, z którym rozmawiał od początku. Widocznie
był ich szefem. - W porządku dzieciaku. Następnym razem. –
Powiedział i zaśmiał się. Inni poszli w jego ślady. - Możesz
iść – dodał po chwili i pomachał ręką, odganiając go.
Nie
musiał tego powtarzać dwa razy, żeby Jungkook od razu pobiegł w
stronę domu. Pędził ile tchu, nie oglądając się za siebie.
Nawet jeśli nie słyszał, by ktoś go gonił, nie odważył się
odwrócić.
W
domu padł zmęczony na łóżku, czując jak serce cały czas bije
mu w nienormalnie szybkim tempie. Jungkook pragną już tylko o tym
zapomnieć.
Następnego
dnia, sytuacja powtórzyła się. Jimin i V poszli na trening, a
Jungkook musiał wracać sam do domu. Początkowo pomyślał, że
może poczeka aż jego przyjaciele skończą, ale stwierdził, że
nie ma co podpadać w paranoję. Oni tylko sobie tak ze mnie
żartowali, myślał. Na pewno dzisiaj ich nie spotkam.
Musiałbym mieć strasznego pecha, gdyby tak się stało.
I
rzeczywiście. Wkrótce okazało się, że Jungkook nie urodził się
pod szczęśliwą gwiazdą. Jednak nawet nie spodziewał się, że
może być aż takim pechowcem.
-
O, proszę! Patrzcie chłopaki kogo my tu mamy! - ich szef pojawił
się nie wiadomo skąd i zaszedł mu drogę. - Nasz mały przyjaciel
Jungkook, we własnej osobie!
Po
tych słowach pchnął go, jednak Jungkook nie upadł, bo kolega
tamtego go złapał.
Biedny
Kookie nie wiedział nawet co się dzieje. Był tak przerażony, że
kolana trzęsły mu się jak galarety.
-
Zostawcie mnie... proszę... - zdołał wydusić. Jego sława
zabrzmiały jak skomlenie jakiegoś małego psiaka, ale to nie
poruszyło agresorów.
-
Nie tym razem. Ktoś musi nauczyć cię szacunku do starszych –
wszyscy zaczęli śmiać się głośno, jakby doskonale się bawili.
Przerzucali
go sobie z rąk do rąk, aż wreszcie jeden z nich uderzył go w
twarz. Z nosa Jungkooka poleciała stróżka krwi. Pozostali poszli
jego śladem i już po chwili rzucili się na niego z pięściami.
Dwójka
chłopaków szła właśnie do swojego przyjaciela Namjoona, kiedy
zobaczyli, że piątka ich kolegów z klasy bije jakiegoś chłopca.
Jin i Suga nie przepadali za nimi, tak właściwie nikt nie
przepadał. Kilka razy już prawie zostali wyrzuceni ze szkoły, ale
cudem udało im się zostać. Mimo tego i tak wciąż zaczepiali
wszystkich i wdawali się w bójki.
-
Jin hyung
,
czy to przypadkiem nie ten chłopak, który zawsze nas śledzi?
-
Tak, to on – powiedział, gdy oboje biegli już do napastników.
-
Zostawcie go – krzyknął po chwili Jin i powstrzymał cios, jaki
jeden z nich miał zadać Jungkookowi. Chłopak leżał zwinięty na
ziemi i nie wyglądał za dobrze. Widać było, że krwawi. Ponadto
trzymał się za brzuch, a z jego oczu płynęły łzy bólu i
strachu.
Kiedy
Jin wtrącił się w bójkę, chuligani rzucili się też na niego.
Ale nie przejmował się sobą. Chciał ratować chłopaka.
Wtedy
Suga zaczął krzyczeć coś o tym, że zadzwonił na policję i
zaraz tu będą. Pewność z jaką to powiedział sprawiła, że ich
szef zdecydował się uciec z mgnieniu oka. Oczywiście, reszta
poszła jego śladem i już po chwili ich nie było.
Jin
pochylił się nad Jungkookiem, który leżał na ziemi.
-
Co z nim? - zapytał Suga.
-
Jongkook? – próbował nawiązać z nim kontakt – Jongkook,
słyszysz mnie? - Jednak chłopak był nieprzytomny. Na szczęście
oddychał.
Jego
twarz wyglądała fatalnie i była cała opuchnięta. Miał też
podbite oko, rozcięty policzek, z którego płynęła krew oraz
wiele zadrapań. Jin nie mógł patrzeć na pobitego Jungkooka. W
tamtym monnecie przysiągł, że zemści się na tamtych sadystach.
-
Suga, dzwoń po karetkę... - powiedział zdenerwowany, klęcząc nad
nieprzytomnym. Yoongi wyjął komórkę i wykonał polecenie
natychmiast.
-
Powiedzieli, że przyjadą najszybciej jak mogą – oznajmił
przyjacielowi. Również martwił się o pobitego chłopaka i był
wściekły, że ktoś mógł zrobić bezbronnemu dzieciakowi coś
takiego. Nie znał go prawie w ogóle. Kojarzył go z tego, że
chłopak często za nimi chodził. Zauważył też, że gapił się
na nich w stołówce, lub gdy mijali go na korytarzu. Czasami
żartował sobie z niego wraz z Rap Monsterem, ale nigdy nie
rozmawiali. Nie miał chłopakowi za złe, że ich śledzi czy patrzy
się na nich, nie szkodziło mu to w żaden sposób. A dopóki mu to
nie szkodziło, nie interesował się tym.
Teraz
było mu jednak ogromnie żal tego nieznajomego chłopaka i bardzo
chciał mu pomóc. Patrząc na Jina stwierdził jednak, że tamten
chce pomóc chłopakowi jeszcze bardziej niż on. Było coś w jego
wzroku, co wyrażało tak ogromną troskę i niepokój, a
jednocześnie wściekłość i gniew, że wydało mu się to
podejrzane.
Karetka
przyjechała szybciej, niż się spodziewali. Sanitariusze zabrali
Jungkooka i odjechali, a Jin z Sugą zdecydowali się pójść do
szpitala i sprawdzić co z chłopakiem. Dowiedzieli się, że ma
prawdopodobnie lekkie wstrząśnienie mózgu, ale już odzyskał
przytomność. Nie pozwolono im się jednak z nim zobaczyć, na co
oburzyli się, ale postanowili, że dziś dadzą mu odpocząć.
Ucieszyli się także, gdy lekarz powiedział im, że nie ma obaw i
ich kolega oprócz tego, że będzie musiał spędzić kilka dni w
szpitalu, wyjdzie z tego bez szwanku.
Kiedy
wychodzili ze szpitala, Suga musiał wreszcie zapytać o coś, co nie
dawało mu spokoju.
-
Skąd wiedziałeś, jak się nazywa?
Jin
spojrzał na niego, jakby nie wiedział o co chodzi.
-
Zapytałem, skąd wiedziałeś jak ten chłopak się nazywa? Nie
mówiłeś nam nigdy, że go znasz.
-
Nie znam go – odpowiedział lekko zmieszany.
-
Czyżby?
-
No dobrze – Jin zrozumiał, że nie było sensu kłamać, bo Suga i
tak się tego domyśli. - Nie mówiłem wam tego, ale często
spotykałem go w bibliotece. Tam też się na mnie gapił, choć
próbował to ukryć... - stwierdził, przypominając sobie, jak
tamten udawał, że czyta, ukradkiem wciąż na niego zerkał. -
Dlatego kiedyś sprawdziłem jak wpisał się na karcie, gdy
wypożyczał książkę.
-
Ahaa, więc to tak – Suga wydawał się być zadowolony z
odpowiedzi. - Czyli to ciebie śledził, nie nas. Myślisz, że mu
się podobasz? - uśmiechnął się, udając, że to żart, choć tak
naprawdę wydawało mu się, że może mieć rację.
-
Podobam mu się? Daj spokój. - Jin zaśmiał się głośno. -
Chociaż, dlaczego by nie? To by tłumaczyło jego zachowanie - dodał
po chwili.
Suga
wyczytał z jego słów więcej, niż Jin się spodziewał. Już miał
w głowie plan, który niebawem miał zamiar wcielić w życie.

Nie no, znowu! Właśnie czytałam także 1 rozdział innej historii JinKook i tak samo nie ma dalszych części -,- a myślałam, że sobie poczytam -,-
OdpowiedzUsuńRozdział naprawdę fajny. Mój biedny Ciastek oberwał od obleśnych idiotów D: nie martw się! Noona i Jin cię zawsze uratują <3 ciekawi mnie, jaki to Suga uknuł plan... no nic, mam nadzieję, że szybko dodasz tą 2 część, bo nie wytrzymam ;_;
Możesz mnie potem o nim poinformować na blogu? Http://shinee-i-ja.blogspot.com
Jestem cholernie ciekawa dalszych wydarzeń. :>
Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny!
Świetny scenariusz. Będę tu często wpadać, aby być na bieżąco ^-^ ~ czekam także na dalszą część tego opowiadania. Piszesz naprawdę dobrze ;)
OdpowiedzUsuńNo cos te ostatnio mam pecha i trafiam na "porzucone" ff T.T
OdpowiedzUsuńMam jednak nadzieje, ze napiszesz ciag dalszy tego fica, bo mimo ze to Twoj "pierwszy raz" z yaoi to na serio Ci bosko wyszedl, az szkoda aby taki pomysl i historia nie zostala zakonczona...
A dodatkowo genialny pairing, super opisany i w ogole! ♡
No nic, mam nadzieje, ze jeszcze bd miala powod by to wrocic.
Weny zycze i oby do nastepnego!
Ale fajne. Nie spodziewałam się że yaoi mi się spodoba. Strasznie czekam na dalszą część. Zapraszam na mojego bloga koreancloudyprincess.blogspot.com mam nadzieję że Twój blog będzie jednym z moich ulubionych. 😉😊
OdpowiedzUsuń